Zaznacz stronę

Czy znacie niezbyt udane związki? Gdzie widać jak na dłoni, że dwie osoby niezbyt się ze sobą dogadują. Lub przeciwnie, na pozór wszystko gra, ale pod powierzchnią trzeszczy. A może sami byliście w takiej relacji? Jak długo wytrzymaliście? Czy po rozstaniu odczuwaliście ulgę? To nawet nie musi być relacja romantyczna, ale każda relacja, którą tworzymy z drugim człowiekiem. Na szczęście my mamy wybór. Możemy decydować z kim utrzymywać kontakt, a kogo lepiej unikać. Nawet jeśli dotyczy to członków naszej rodziny. Sama mam za sobą nieudane relacje niby-przyjacielskie oraz sporą część rodziny, z którą widuję się jedynie przy okazji pogrzebów. Tak jak napisałam, my mamy wybór i możemy zdecydować, że nie chcemy spotykać się z osobami, w których towarzystwie nie czujemy się najlepiej, nie możemy być w pełni sobą. Możemy zakończyć toksyczne związki i zacząć na nowo. 

Psy takich możliwości nie mają. To my decydujemy jakiego szczeniaka/ psa dorosłego zabierzemy ze sobą do domu. Jakiej będzie płci, rasy, w jakim wieku, jakiego koloru itp. Mamy też oczekiwania wobec psiego zachowania, oczekujemy, że pies będzie mądry, inteligentny, wpatrzony w nas, ignorujący wszystko/ wszystkich dookoła, skory do zabawy (wtedy, kiedy my chcemy!), łatwy w szkoleniu, ale kiedy nie mamy ochoty na interakcję z nim, chcemy by pies “zajął się sobą” – słowem, oczekujemy od psa, że będzie spełniał nasze oczekiwania. 

I zdarza się, że ten wymarzony pies nie wyrasta na psa idealnego lub nie sprostuje oczekiwaniom. Po stronie właściciela rodzi się frustracja, brak akceptacji, które budują mur pomiędzy nim a psem. Pies może wykazywać przeróżne zachowania, często tzw. “zachowania problemowe”, dzięki którym będzie próbował poradzić sobie z sytuacją. Efektem problemów w relacji, braku akceptacji ze strony właściciela może być np. utrzymywanie dużej odległości na spacerach, brak współpracy czy nawet zachowania agresywne.

Zdarza się też, że człowiek wybiera psa na podstawie wyglądu, nie zastanawiając się nad cechami charakterystycznymi dla danej rasy, czy osobowością psa. Nie wszystko da się wypracować w trakcie szkolenia. Pewnych cech wrodzonych nie da się zmienić. A pies nie ma wpływu na to, jaki jest jego właściciel, jak go traktuje, jak dobrze go zna, co lubi w psie, a czego nie. Pies nie ma wpływu na to, kim jest jego właściciel, nie może go sobie dowolnie wybrać. A jakość życia psa zależy właśnie od jakości relacji z właścicielem. Jeśli ta relacja nie jest dobra, będzie to miało decydujący wpływ na życie i dobrostan psa. 

Dlatego uważam, że czasami lepiej jest, by właściciel podjął decyzję o znalezieniu psu nowego domu, w którym pies będzie w pełni doceniony za to, jaki jest, właśnie taki, jaki jest. Ze wszystkimi swoimi wadami i zaletami. Bo ten nieidealny dla danego człowieka pies może okazać się idealny dla kogoś innego. A każdy pies zasługuje na to, by być docenionym i akceptowanym w stu procentach. Nie ma nic wstydliwego w przyznaniu, że z danym psem nam się nie układa. Taka postawa powinna budzić szacunek, a nie potępienie społeczne. Czym innym jest niezrozumienie psa i korzystanie z pomocy specjalisty, by to naprawić, a czym innym całkowite niedopasowanie psa i właściciela. Takie sytuacje rzadko, ale się zdarzają. Najbardziej cierpią z ich powodu psy, bo nie są w stanie nic na nie poradzić. Badania naukowe pokazują, że psy nawiązują z właścicielem więź podobną do więzi pomiędzy matką a dzieckiem (np. Lisa Horn i in., 2013). Jeśli tej więzi brakuje, pies i właściciel nie są w stanie stworzyć pełnej relacji, a to wpływa negatywnie na stan emocjonalny oraz zachowanie obojga. Jeśli da się im pomóc, to sytuacja zostanie naprawiona. Ale jeśli nie ma woli lub możliwości, by pies i jego opiekun zaczęli lepiej się ze sobą dogadywać, nowy dom może być jedynym odpowiedzialnym rozwiązaniem.

Nie mówię o porzucaniu psa. Takie zachowanie uważam za niedopuszczalne. Odpowiadamy za życie naszego psa bez względu na to, czy spełnia nasze oczekiwania czy nie. Nie chodzi mi o to, by oddać psa do schroniska czy wystawić ogłoszenie na portalu aukcyjnym. Mówię o odpowiedzialnym znalezieniu psu lepszego domu. Domu, który będzie w stanie dać psu to, czego dotychczasowy właściciel dać nie jest w stanie. 

Taka sytuacja przytrafiła się jednej z moich klientek. Spotkałyśmy się pierwszy raz na wiosnę ubiegłego roku. Młody samiec rasy o niezbyt wysokim poziomie agresji, który wykazywał  intensywne zachowania agresywne wobec opiekunów, nieznajomych ludzi, drugiego psa w domu oraz nieznajomych psów. Oprócz zachowań agresywnych pies wykazywał różne inne niepokojące zachowania, przypominające zachowania kompulsywne. To była bardzo długa konsultacja, spędziliśmy ze sobą prawie cały dzień. Obserwowałam, słuchałam, a później długo tłumaczyłam, z czego, moim zdaniem, wynikają niezrozumiałe zachowania psa. To nie było zwykłe nieporozumienie pomiędzy psem a opiekunem. W tej relacji coś wyraźnie szwankowało. Ale właścicielka bardzo chciała spróbować to naprawić, bardzo starała się zrozumieć swojego psa. Dlatego wytłumaczyłam wszystko najlepiej, jak potrafiłam i wyposażeni w nową wiedzę, pojechali do domu. Spotkaliśmy się jeszcze raz latem. Było dużo lepiej. Z wielką radością obserwowałam wszystkie zmiany w samopoczuciu i zachowaniu psa, właścicielki oraz drugiego psa, który należał do tej rodziny. 

Nie wszystko jednak układa się tak, jak byśmy sobie tego życzyli. Na początku grudnia odebrałam dramatyczny telefon z prośbą o pomoc w znalezieniu psu nowego domu. Pies zaatakował ponownie, z opowieści właścicielki wynikało, że atak był nagły, gwałtowny i niespodziewany. Ugryziony został kolega właścicielki, a później jej drugi pies. 

Właścicielka poprosiła mnie o pomoc w znalezieniu psu nowego domu. Zgodziłam się im pomóc i przyjąć psa tymczasowo do siebie, do czasu znalezienia mu nowego domu. Ten nowy dom udało mi się znaleźć już pół godziny później, zanim pies do mnie fizycznie dotarł. Nie był to pierwszy lepszy dom. Wybrałam dom dostosowany do tego konkretnego psa. Wiedziałam, że nowa właścicielka szuka drugiego psa, znałam ją, znałam psa, którego już miała i wiedziałam, jaki pies będzie do nich dobrze pasował. Jaki pies będzie się z nimi dobrze czuł.

Pies spędził ze mną 4 dni, zanim mógł pojechać do nowego domu. W czasie tych dni mogłam go swobodnie obserwować. Nigdy nie wykazał cienia agresji w stosunku do mnie, czy pozostałych domowników. Nie spotkał wszystkich moich psów, ponieważ uznałam, że Phoebe i Blixie takie spotkanie nie było konieczne, nie chciałam zaburzać ich poczucia bezpieczeństwa. Jednak z Sintrą funkcjonował bez zarzutu. Tak samo z moimi dziećmi i Wojtkiem, moim mężem. Okazał się wielkim pieszczochem.

W dniu wyjazdu do nowego domu przyjechała również była właścicielka. Nie obyło się bez łez: smutku, wzruszenia… Odkąd pies jest w nowym domu codziennie otrzymuję zdjęcia i filmy z jego postępów w nawiązywaniu więzi z nową rodziną. Ani razu nie wykazał zachowań agresywnych, ani razu nikomu nie zagroził. Pozwala i dzielnie znosi wszystkie zabiegi pielęgnacyjne. Jest, jak powiedziała mi nowa opiekunka, “wielkim misiem do kochania” i domownicy spierają się ze sobą, kto spędzi z nim więcej czasu. W pełni zaakceptował też drugiego psa. Na jednym z filmów, które dostałam, widać, jak oba psy leżą obok siebie i grzecznie czekają na smaczne kąski, podczas gdy właścicielka porcjuje surowe mięso (psy są na barfie). Ani śladu agresji.  W poprzednim domu zdarzało się, że po posiłku pies atakował drugiego psa w domu. 

W poprzednim domu oba psy nie darzyły się sympatią. Nie były w stanie spać obok siebie, czy nawet leżeć wspólnie na kanapie. Chyba że jednocześnie głaskane przez właścicielkę. Nie była też możliwa wspólna podróż w jednym transporterze. 

Już o tym kiedyś pisałam (https://paulinaziolkowska.com/drugi-pies-w-domu/): jeśli planujemy drugiego psa, należy go dobrze dobrać do psa, którego mamy w domu. W przeciwnym wypadku ryzykujemy, że psy nie będą dobrze się ze sobą czuły, a nawet mogą się zupełnie nie tolerować. Ponieważ psy nie mają wyboru, to nas ciąży odpowiedzialność podjęcia właściwej decyzji.

Po miesiącu odwiedziłam psa w nowym domu. Pamiętał mnie i przywitał radośnie. Do tej pory nie wykazał żadnych, najmniejszych nawet oznak agresji. Nowi właściciele nie czują się zagrożeni. Nawet w czasie świąt, kiedy pies towarzyszył im w odwiedzinach rodziny, jego zachowanie było bez zarzutu.

Tak na marginesie, to przeczy obiegowym opiniom, że psy, które raz ugryzły, odczuwają z tego przyjemność i będą gryźć nadal. Chcę podkreślić, że jest to bzdura. Zdecydowana większość psów atakuje, ponieważ z ich perspektywy sytuacja jest walką o życie. Wcale nie chcą zachowywać się agresywnie. Wystarczy zmienić sytuację, zadbać o poczucie bezpieczeństwa psa, i agresja znika. Ale o tym szerzej napiszę innym razem. 

Dość powiedzieć, że cały grudzień, choć tak inny z uwagi na pandemię i wprowadzone restrykcje, miałam wypełniony po brzegi radością z otrzymywanych każdego dnia zdjęć i filmów wypełnionych wielkim psio-ludzkim szczęściem. 

Chciałabym tutaj jeszcze wyraźnie podkreślić, że decyzję byłej właścicielki uważam za bardzo odpowiedzialną. Wybrała dobro psa, dając mu drugą szansę w nowym domu, narażając siebie na krytykę, bo krytykanci zawsze szybko się znajdują. Zachowała się odważnie i z sercem. 

Z szacunku do niej i zaufania, którym mnie obdarzyła, nie podaję przyczyn nieporozumienia pomiędzy nią, a jej byłym psem. Dla mnie najważniejsze jest, że dała psu drugą szansę dzięki swojej odpowiedzialnej i odważnej decyzji. 

Oby każdy pies był tak kochany, jak bohater mojej opowieści.

Na końcu pragnę jeszcze z całego serca podziękować tym kilku osobom, które były zaangażowane w szeroko pojętą logistykę sytuacji <3

Nie zamieszczę tu zdjęcia samego bohatera, ponieważ szanuję prywatność obu opiekunek. Dlatego zdjęcie przedstawia mnie, Wojtka i Blixę i nie ma nic wspólnego z dzisiejszym postem 🙂