Zaznacz stronę

W tym roku mija 10 lat od kiedy poznałam klasy komunikacji. Pierwszy raz na klasy w 2009 roku zaprosiła mnie Alexa Capra. Pojechałam nie wiedząc, czego się spodziewać. Wiedziałam już, że Alexa ma zupełnie inne podejście do psów niż wszystko, co do tamtego czasu poznałam, ale widziałam dopiero czubek góry lodowej. Od tamtej pory brałam udział w klasach we Włoszech regularnie, przynajmniej raz w roku, a dodatkowo od 2012 roku organizowałam je w Polsce. 

Te pierwsze klasy miały miejsce w centrum La Tollara. Niewiele rozumiałam, ale zdawałam sobie sprawę, że oglądam coś bardzo ważnego. I bardzo chciałam się dowiedzieć o tym jak najwięcej. Od tego czasu klasy bardzo się zmieniły. Zmieniło się miejsce – dziś to wspaniałe centrum Gentle Team, nazywane I Laghi ze względu na dwa stawy, które się tam znajdują. Zmieniła się koncepcja i sposób prowadzenia klas. Dziś to znacznie więcej niż tylko spotkanie dwóch lub więcej psów. To interakcja wszystkich osób i psów, które znajdują się na placu: psów, dla których zaaranżowano interakcję, ich właścicieli, którzy wchodzą w interakcję ze swoimi psami, ale także z właścicielami drugiego psa czy psów, interakcja z pozostałymi uczestnikami, którzy są obecni na placu. Wszystko to przypomina balet lub orkiestrę, gdzie dyrygentem jest Alexa, która pieczołowicie dba, by cała interakcja przebiegła sprawnie i bez zakłóceń, by wszyscy byli bezpieczni. A dodatkowo, by każdy pies i właściciel wyszedł z interakcji z nowymi umiejętnościami oraz w dobrym stanie emocjonalnym. To wymaga olbrzymiej koncentracji i zaangażowania ze strony Alexy, by zrozumieć, kim są ludzie i psy na placu, jaki jest ich stan emocjonalny, jakie są motywacje, oczekiwania i co można dla nich zrobić. 

Na tydzień przed wyjazdem zepsuł nam się samochód. Nie przejęliśmy się tym zbytnio, bo tydzień to dużo czasu na naprawdę. Ale naprawić się nie udało. Zrobiliśmy więc rodzinna naradę (mieliśmy jechać do Włoch całą rodziną: ja i Wojtek, dwoje dzieci i dwa psy), głosowanie i zdecydowaliśmy, że jedziemy mimo to! Czym? Moim samochodem. Starą, ale sprawną Hondą Jazz, którą pieszczotliwie nazywamy Honią. 

 Muszę przyznać, że Wojtek stanął na wysokości zadania i zapakował samochód tak sprawnie, iż wszyscy mieli dość sporo miejsca i nikt nie narzekał na brak wygody. I zaskoczenie: Honia dała radę, a my dojechaliśmy do Moncalvo bez przeszkód. 

 

W tym roku w klasach udział brałam jedynie z Sintra. Phoebe przyjechała z nami, ale nie chciałam, by miała interakcje. Odkąd Sintra dołączyła do naszej rodziny, samopoczucie Phoebe zdecydowanie się polepszyło. W Sintrze ma wspaniałego kompana do zabawy oraz eksplorowania otoczenia na spacerach. Dlatego też lepiej radzi sobie w różnych nowych sytuacjach z psami i ludźmi. A ponieważ w czerwcu skończyła już 9 lat i zaczyna mieć kłopoty z sercem, nie brała udziału w klasach. 

Pierwszego dnia Sintra miała aż 3 interakcje. Okazało się, że dorosła i już nie muszę jej pomagać tak dużo, jak robiłam to na początku, bo potrafi świetnie poradzić sobie sama, nawet w dużej (6) grupie psów. W kolejnych dniach w każdej interakcji była coraz bardziej śmiała i otwarta. Najbardziej zapadła mi w pamięć ostatnia interakcja Sintry ostatniego dnia klas. Miała spotkanie z agresywnym samcem Arturo rasy spaniel amerykański oraz z młodą suczką podengo o imieniu Rose. Interakcja z Arturo przebiegła bardzo dobrze, ale była krótka, by nie frustrować go za bardzo bliskością suczki w cieczce. Natomiast spotkanie Sintry i Rose to zupełnie inna historia, obie mają ten sam styl interakcji: lubią biegać, są szybkie, zwinne, lubią podkradać innym psom zabawki. Kiedy się spotkały od razu było widać, że przypadły sobie do gustu. Goniły się i uciekały, i miały z tego dużą przyjemność. Ich interakcja była długa, by mogły zaspokoić potrzebę biegania i wspólnej zabawy. 

Nie widziałam wszystkich interakcji psów, które brały udział w klasach. Spędzałam też czas z dziećmi na wspólnej zabawie i wałęsaniu się po Moncalvo, które jest najmniejszym włoskim miastem, bardzo urokliwym, z wieloma knajpkami kuszącymi pysznym jedzeniem, wyśmienitą kawą oraz fantastycznymi lodami! Można tu kupić najbardziej czekoladowe lody, bez mleka! 

  Jednak z psów i interakcji, które obserwowałam, dwa zrobiły na mnie największe wrażenie. 

Nie będę opisywać dokładnie psów, napiszę jedynie o interakcjach. Pierwszy pies, kastrat w wieku 6 lat, bardzo spięty, reagujący zachowaniami agresywnymi wobec innych psów i ludzi, nawet w stosunku do właściciela. Alexa prowadziła go poprzez interakcje w taki sposób, by był w stanie otworzyć się na komunikację z drugim psem. Przede wszystkim uczyła też właściciela w jaki sposób komunikować się z tym psem bez narażania się na niebezpieczeństwo. W ostatniej interakcji spotkała tego psa z młodym, dorastającym samcem. Na początku interakcji oba psy rozdzielone były ogrodzeniem. Jednak brama szybko została otwarta i psy mogły mieć swobodne spotkanie. Dwa samce, jeden dorosły i o wysokim poziomie agresywności, drugi młody, o bardzo silnej osobowości. Nieco napięcia pomiędzy nimi widać było na początku, kiedy znaczyły moczem i się poznawały. Ale już po chwili rozluźniły się. A my patrzyliśmy z niedowierzaniem.

 Druga interakcja, o której chcę napisać, była również ostatnią interakcją pewnego samca. Niekastrowanego, dużego, z zachowaniami agresywnymi w stosunku do ludzi i psów. Przed pojawieniem się na klasach właściciel kontrolował go słownie i fizycznie, np. przytrzymując za obrożę. Właściciel bardzo dobrze zdawał sobie sprawę z tego, kiedy zachowanie psa może być niebezpieczne i reagował zawczasu. Jednak na klasach psy kontroluje się w bardzo niewielkim stopniu. Cała praca polega na tym, by zmiana zachowania wyniknęła ze zmiany motywacji/ stanu emocjonalnego psa. Przy współpracy z właścicielem. W tym przypadku tego samca Alexa w ostatniej interakcji spotkała z innym samcem, kastrowanym, który znajdował się na mniejszym, ogrodzonym placu. Na większym znajdowała się jeszcze silna psychicznie i fizycznie suka. Kiedy pies, którego opisuję, wszedł na plac, było widać, jak zmieniło się jego zachowanie w trakcie klas: był rozluźniony i swobodnie podszedł do suki. Ona obwąchała go i odeszła. Wtedy pies, wciąż rozluźniony, podszedł do ogrodzenia, za którym znajdował się kastrat. Pies za ogrodzeniem zareagował agresywnie, był ustawiony frontalnie, szczekał i warczał. Wtedy pierwszy pies ustawił się bokiem do ogrodzenia, co jest postawą mniej konfliktową niż ustawienie frontalne, zaznaczył moczem dwa razy, po czym odszedł do właścicieli, by bawić się piłką i wejść do stawu. Obserwowałam tę interakcję z zapartym tchem, raz po raz powtarzając “wow”! Od psa, który usztywniał się na widok ludzi i innych psów i zachowywał się wobec nich agresywnie, dlatego był kontrolowany przez właściciela, w ciągu kliku dni do interakcji, w której pies jest rozluźniony, sam dokonuje wyboru, jest w stanie wyjść z interakcji nawet kiedy drugi pies pokazuje zachowania agresywne,  i wybiera zabawę z właścicielem! Takie sytuacje można obserwować tylko na klasach prowadzonych przez Alexę Caprę!

Kolejne klasy, na których bardzo wiele się nauczyliśmy.  Alexa na klasach komunikacji pracuje na sytuacjach. To bardzo trudna sztuka i nie znam nikogo, kto potrafiłby to robić w taki sposób, jak ona. Niektóre osoby, które prowadzą klasy komunikacji, opierają swoją pracę na tzw. teaching dogs, czyli psach o dobrych kompetencjach społecznych. Uważam jednak, że jest to nie w porządku dla tych psów.  Dla nich spotykanie psów z różnymi trudnościami  jest za dużym obciążeniem. Widziałam wiele psów, które były wykorzystywane jako “teaching dogs” i kończyło się to np. zamknięciem się psa i unikaniem kontaktu z innymi psami lub pojawieniem się zachowań agresywnych. Dlatego praca Alexy, praca na sytuacjach, jest lepsza, nie obciąża i nie stresuje psów. Alexa uważa, że nie ma “teaching dogs”, przeciwnie, każdy pies, nawet taki, który na przykład ma wysoki poziom agresywności, jest w stanie nauczyć czegoś drugiego psa. Należy je tylko odpowiednio do siebie dobrać i stworzyć właściwy kontekst dla ich wspólnego spotkania. Alexa jest więc na klasach kimś w rodzaju scenarzysty i reżysera w jednym. Kiedy zastanawia się nad daną konfiguracją psów i właścicieli, stawia hipotezy, pisze scenariusz tej interakcji. A kiedy uczestnicy są już na placu, podpowiada im, co mają robić, w jaki sposób się poruszać, na co zwracać uwagę. Doskonale zna najdrobniejsze sygnały komunikacji psów, oraz ludzi. Jej umysł nie przestaje analizować. Zwraca uwagę na każdy szczegół. To wszystko sprawia, że klasy w Laghi są niepowtarzalnym doświadczeniem!

 

  Wszystko, co dobre, szybko się jednak kończy…  Dla nas klasy komunikacji we Włoszech to nie tylko warsztaty z psami i o psach. To także, a może przede wszystkim, spotkanie z ludźmi. Ludźmi, z którymi w ciągu tych dziesięciu lat bardzo się zaprzyjaźniliśmy. Dlatego nie tylko znów wiele się nauczyliśmy, ale też przeżyliśmy wiele wzruszających czy pełnych humoru i ciepła sytuacji. Bardzo dziękujemy Alexie za te wspaniałe doświadczenia!